Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/083

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na co się ja o dobre mienie pieczołuję[1]?

Komu spiżarnie, komu dostatki gotuję?
100

Tobie, piękna Neero, ty to będziesz miała,
Ty, jako swego, będziesz ze mną zażywała.
Śnie wdzięczny, zwiastuj to dziś nadobnej Neerze,
A niechaj omylenia nie uznam w tej mierze.

Tak Amintas. Zaloty zasię Licydowe,
105

A był to prosty najmit, bywały takowe:
W ten czas Likorys krowy w dojniku doiła,
Licydas sieczkę rzezał.
Zawsześ mię żywiła
Ręko moja. Kto Bogu dufa, a pracuje

Do ostatniej starości nędze nie uczuje;
110

Dziś sieczkę rzeżesz, sieczka nie rzeże się sama:
Likory, przy tej ręce będzie dobrze nama.
Ręko moja, kto Bogu dufa, a pracuje,
Do ostatniej starości nędze nie uczuje.

Panem się nikt nie rodzi, siła zostawiają
115

Dzieciom rodzice, siła dzieci utrącają.
Praca skarb napewniejszy; kto się spuści na nię[2],
I za żywota ma chleb, i po nim zostanie.
I ty, Likory, u mnie nie będziesz żebrała,

Nie będziesz, gdy nie będziesz ze mną prożnowała.
120

Ręko moja, kto Bogu dufa, a pracuje.
Do ostatniej starości nędze nie uczuje.

Widziałem cię u tańca, i tak mi się zdało,
Iżeć tamto igrzysko namniej nie przystało,

  1. pieczołować się — zabiegać
  2. na nie.