Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/069

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ale drobniejsze lata i wiek jeszcze mięki,
I czekania dalekie, i zwłoki przez dzięki
Wątliły w niej otuchy i wolne nadzieje;
Bo miłość za jeden dzień dosyć osiwieje.

Nie tak śnieg, gdy mu słońce na wiosnę dogrzywa,
125

Prędko taje i w wodny strumień się rozpływa,
Jako ona w szalonym umyśle tajała.
Nakoniec sercu swemu dosyć udziałała;
Nazwała to małżeństwem. Czego nie czyniły

Insze Nimfy, gdy jej tę skwapliwość ganiły?
130

Przynamniej aby była lat tych doczekała,
Gdyby go prawym mężem zwać się nie sromała,
Ale rychlej by drzewa, rychlej twarde skały
Zdrowej porady, zdrowych namow usłuchały;

Niżli miłość, łacniej być mogą hamowane
135

Szalone koła, z przykrej gory rozbieżane.
Ma Wenus Adonina wszystkiego w swej mocy.
A jako dzień się ostać nie może przy nocy.
Jako promienie giną przy złej niepogodzie,

Jako ryba odmienia smak nie w swojej wodzie:
140

Tak on, wszystkim ucieszny, wszystkim ukochany,
Cny krolewic wziął wielkie w sprawach swych odmiany
Pod rządem nowej paniej: już go ani pole
Widywa, ani koniem krąży w rownym kole;

Już i przed prochem, już i przed słońcem się kryje,
145

Już miedzy rowną sobie młodzią się nie wije.
Czasem po wirydarzach, po chłodnikach schadza,
A leda zabawami wiek i żywot zdradza.
Naczęściej go muzyka i tańce trzymają;

Abo łagodne pieśni w ucho mu wlewają
150

Mali Kupidynowie, abo mu błaznują,