Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/068

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Miała go, i my, Muzy, przedniejsze staranie
Czyniełysmy o jego ćwiczeniach ućciwych,
Zaprawując mu serce du cnot świętobliwych

I do pięknej mądrości: taki więc szczep nowy
95

Kiedy mu bujna ziemia służy i wiatr zdrowy,
Pilnego ogrodnika ręką uszczepiony,
Przyodziewa się barzo snadno w list zielony
I co rok podrastaniem nieleniwym wstaje.

I nadzieję użytku nie poznego daje.
100

A jako słońce, kiedy swoj woz rano toczy,
Do świetnego promienia ludzkie ciągnie oczy.
Tak się ku niemu wszystkich ludzi zapatrzania[1]
Ciągnęły, i ozdobnych spraw oczekywania.

Snać i nie jedna, w domiech wielkich urodzona
105

Skrytym cichej miłości ogniem postrzelona,
Gęste wzdychania na swym sercu powtarzała,
I zamyślania swoje Wenerze zlecała.
Łakoma rzecz uroda; ani złoto; ani

Świetnych klejnotow promień serce tak urani.
110

Snać to i przyjacioły mało wierne czyni,
Bo każdy sobie woli. Więc też i bogini
Cudze modlitwy głuchym uchem omijała,
A na swą stronę miasto nich zamiłowała.

Co ją za myśli, co ją za chęci miotały?
115

Jako na wielkim morzu rozigrane[2] wały
Styru[3] nie słuchającym okrętem ciskają,
A władze, ani wiosła, ani żagle mają:
Tak Wenus w zapalonym sercu się mieszała.

Bo acz wszystko po myśli mieć się nadziewała[4],
120
  1. zapatrzania — wzrok, oczy
  2. Rozjgrane.
  3. styr — ster
  4. nadziewać się — spodziewać się