Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/064

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I po dziś dzioń rośniecie wierzby nad wodami.

A Pallas nowym fukiem: Tu, tu, wszetecznice,
115

Pijcie błoto, niegodne panieńskiej krynice!
Niegodne ani dawać owocu żadnego.
Niegodne ani miewać liścia ozdobnego.
I kwiat wasz niech podobny leci pajęczynie,

I z drzewa niech nie będzie robione naczynie.
120

I ledwie miedzy drzewy bądźcie policzone.
Ale żeście w muzyce były nauczone,
Niechaj w was moje dary nie giną do szczęta,
Niechaj z was sobie kręcą piszczałki chłopięta,

I pierwsze na nich biorą do piosnek ćwiczenie,
125

A moje wspominają od was obelżenie[1].
To rzekszy, na swe panny poglądała srogo,
Ukazując, jako się zła rzecz płaci drogo.
O wierzby! nie mowię to do was z urągania:

Kto się urąga, żaden nie ujdzie karania[2];
130

Ale żem z was początki niegdy brała małe.
Jeśli będą na świecie prace moje trwałe,
Niechaj trwają w pamięci i wasze przygody:
Może być. że kto korzyść weźmie z waszej szkody,

Jako ja teraz biorę, i karzę się wami;
135

I wolę nad pustemi schadzać[3] tu brzegami,
Niżli się popisować u gminu podłego.
Z jakim kto żył. zawsze był miewan za takiego.



Sielanka jedenasta.
Ślub.

Pięknego Sieniawskiego cne Muzy chowały
I słodkich zdrojow swoich darem napawały,

  1. obelżenie — ujma, zelżywość
  2. karać się — brać naukę
  3. schadzać — chodzić