Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/063

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Woda się nie ruszyła; po niej, jako skały
Długim rzędem, wszystkie się panny umywały;

Każdej spokojna woda wstydu poświadczyła.
85

Ale kiedy już na was kolej przychodziła,
Czyście nie zbladły? czyście nie skamiały[1] prawie?
Znać było zaraz grzech wasz po samej postawie.
Jedna się schylić chciała a już wody wrzały,

I z hukiem się po wszystkiej jamie rozpierzchały.
90

Kto winien, ten ucieka; pełno w sercu trwogi.
Trudno inaczej było, jedno zaraz w nogi.
Ale ucieczka prożna, mocna boska siła
Bo was przeklęctwem srogiem tudzież dogoniła.

O, złe! krzyknęła głosem, o zapamiętałe!
95

O na swe i na moje imię mało dbałe!
Tegoście się na dworze moim wyćwiczyły?
Tegoście się pod bokiem moim poważyły?
Na to wam wyszły chęci moje i zabawy?

Na to twarz niezmarszczona i umysł łaskawy?
100

Miejcie pamiątkę tego: aby się kajała
Setna po tym i mieśce[2] szanować umiała;
Rozkazuję, abyście przy tym błocie stały.
(A wyście ku jakiemuś błotu przybiegały).

I stanęłyście zaraz: jeszcze ktoraś chciała
105

Ruszyć nogą, a noga w korzeń już wrastała.
Chciała rękami klasnąć; jako się rękami
Zaniosła, tak obrosła wszystka gałęziami:
Ciało w pień poszło, członki skorą obleczone,

Liście na was wionęło, na poły zielone,
110

Na poły blade, pełne niesmacznej gorzkości:
Znak przestrachu i waszej ostatniej żałości.
I stałyście się nowo na ten czas wierzbami,

  1. skamieć — skamienieć
  2. mieśce — miejsce