Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/059

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zubrowie szkodźcy[1] wielcy, także świnia dzika:
155

Na te niechaj smycz twoja mężne charty zmyka[2].


WTORA STRONA.

Dobrze Alcydes mawia: bo jednoż staranie
O małym, a z wielkiego więcej się dostanie.
Bo on rad siła[3] bierze. I wielcy krolowie,

Gdyby na Alcydowym polegali słowie,
140

Raczej by Wołhę, abo Dunaj wojowali,
A z tamtych państw bogate plony zawracali.
Mniejby do ukrzywdzenia bywało przyczyny,
I stałyby w pokojach domowe chrościny.


PIERWSZA STRONA.
Merkuryjus, o dzieci, małem ubłagany,
145

Jemu mleko, albo miod z barci urzezany.
Nie tak Alcydes: jemu potrzeba tłustego
Wołu, albo barana z trzody wybranego.
Ale też wilkow broni; małą rożność mają:

Wilcyli, czyli stroże stado wyjadają.
150


WTORA STRONA.

Ciężki puklerz, lecz ciała wszystkiego on strzeże,
I miasta mają swoje baszty, swoje wieże.
Więcej pies zje, niż owca: a co owce mają
Pasterze, dobrą karmią duże psy chowają.

Małem trzeba ochraniać wiela: kto żałuje
155

Mała dla wiela, często na wszystkim szkoduje.


MENALKA.

Tu. zda mi się, przestali: jednym się widziała
Nieżadna piosnka, drugim inaczej się zdała.


  1. szkodźca — szkodnik
  2. zmykać (o smyczy) — puszczać
  3. siła — wiele