Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/057

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


WTORA STRONA.

Pan mi na stado moje pojrzał okiem krzywym;
Zaraz koźlęta głosem wrzasnęły straszliwym:

Bydło jęło grześć[1] ziemię, owce powieszały
85

Głowy i zwykłej swojej pasze zaniechały:
I teraz skora tylko włoczą się a kości.
Barzo pasterzom boskiej potrzeba litości.


PIERWSZA STRONA.

Apollo zawsze młody, Pallas zawsze panna;

Apollo z łuku strzela, strzela i Dijanna
90

Srebrne strzały Dijanna z łuku wypuściła,
Jedną w jawor, drugą w dąb twardy ugodziła,
Trzecią we lwy, a czwartą ani we lwy, ani
W jawory, ale kogoś zuchwalszego rani;

A rani całe miasto, gdzie zbojcy mięszkają,
95

Co miedzy swym a obcym rożnice nie mają.
Nieszczęśni, ktorych ona gniewem swym dosięże!
Tam bydło morem, zboże złym gradem polęże!
Starcowie młode syny będą grześć, a żony

Leda gdzie potyrają płod niedonoszony;
100

Abo w niewolstwie będą nędznice rodziły.
Jej strzały każdego z nog prawie obaliły.


WTORA STRONA.

Apollo gra na lutni, Pallas pięknie śpiwa;
Apollo biesiad, żartow Dijanna zażywa.

Wesoła myśl nie bywa nigdy zazdrośliwa[2].
105

Szczerym ludziom Dijanna zawsze sprzyjaźliwa[3]:
W ktory dom ona pośle swoj promień wesoły,
Tam żyznie pola rodzą, tam pełne stodoły,

  1. grześć — grzebać
  2. zazdrośliwy — zazdrosny
  3. sprzyjaźliwy — przyjazny