Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/040

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ja pojdę statecznością, choć mną Aegle gardzi.
Słychywałem, że nisko upadają bardzi.


DAMETAS.

W przemiany oracz co rok inszą niwę orze;

Żorawie. tu mięszkawszy, odlecą za morze;
140

Teraz chmury, po chwili niebo się pogodzi:
I mnie niechaj nie jedna Greta za nos wodzi.


MOPSUS.

Tu stanęli, a z oka poglądali na mię,
Jeślibym więc na twarzy podał jakie znamię,

Przodek ktoremu dając; a mnie trudno było
145

Sądzić, i podobno też ani się godziło.
Wziąwszy kozła, tamżem je zostawił pod lasem,
A do domu Paraszka już była tym czasem
Wrociła się i wszystko bydło wydoiła,

I znowu po południu w pole wygoniła.
150



Sielanka siodma.
Alkon.

Starzec Alkon, ostatniej w leciech doźrzałości[1],
Już i wieku, i życia pełen do sytości,
Czekając tylko końca, kiedy śmierć zapadnie;
Bo kędy siły niemasz, tam i żyć nie snadnie.

Jedna mu tylko troska w myślach zostawała;
5

Bo starość, lub o insze rzeczy mało dbała,
O tym wszakże ma pieczą, kto po niej zostanie,
Komu do ręku przyjdzie jej sprzęt i zbieranie.
A miał dwu synow: jeden z drobnych lat wychodził,

Drugi się już do robot więtszych dobrze zgodził[2];
10
  1. doźrzałość ostatnia — starość
  2. zgodzić się — nadawać się, przydać się