Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/029

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


BATY.

Alem ja zamiłował: już to wyminęła

Wtora niedziela, jako napaść[1] mię ta wzięła.
20


MIŁKO.

Paneś ty, bracie, a my prosty chleb jadamy;
Ty z pełnej beczki toczysz, my drożdży nie mamy


BATY.

W tym państwie chwastem u mnie zarosły zagony,
A jakom posiał, jeszcze żaden nie plewiony.


MIŁKO.
Ktoraż to zuchwalica[2] tak cię popsowała?
25


BATY.

Owa, co nam przy żniwie pieśni zaczynała.


MIŁKO.

Dostałeś, czegoś szukał. Bog frantom nagali[3]:
I świercze w słomie, kiedyś spał. o tem śpiewali.


BATY.

Nie każ[4] na hardą i nie śmiej się z mej glupości;

Nie tylko ślepi żebrzą, lśną[5] ludzie w miłości.
30


MIŁKO.

Nie moja rzecz być hardym, wszakże nie prożnujmy,
Ale spieszno przy inszych z kosą postępujmy.
Ty zaśpiewaj co o swej miłej, lżejsza będzie
Tak robota; wszak i ty dudką słyniesz wszędzie.


BATY.
Muzy, ucieszne Muzy, teraz zaczynajcie,
35

A ze mną moje piękną pannę wysławiajcie.

  1. napaść — potęga, moc
  2. zuchwalica — dziewczyna zuchwała
  3. nagalić — dogodzić
  4. kazać na kogo — ganić kogo
  5. lśnieć — ślepnąć