Strona:Selma Lagerlöf - Tętniące serce.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ba... cóż mi z twojej przychwałki? — powiedział — Inni sądzą całkiem inaczej!
Przez parę dni był tak przygnębiony, że aż litość brała patrzeć.
— Czyż nie mógłbyś mu udowodnić, że nie miał racji? — spytała żona.
— Jakże mu to udowodnię? — zdziwił się — Cóż masz na myśli?
— Myślę, że jeśli rzeczywiście pewny jesteś, iż twoje dzieci umieją tyle co jego...
— Jestem tego pewny! — zawołał.
— W takim razie zażądaj, by jego i twoje dzieci zostały razem wyegzaminowane.
Stary wojak zrobił taką minę, jak gdyby słowa, żony nie uczyniły nań żadnego wrażenia, ale nurtowały one w jego umyśle i po kilku dniach otrzymał kościelny list z propozycją zmierzenia wzajemnie zakresu wiedzy uczniów obu szkół.
Nic przeciw temu nie miał Svartling, chciał tylko, by turniej egzaminowy odbył się w czasie świąt Bożego Narodzenia, bo wówczas można mu było nadać charakter uroczystości świętalnej dla dzieci, co nie wymagało osobnego zezwolenia rady szkolnej.
— Nie jest to wcale głupi pomysł! — mruknął kościelny — To mi zaoszczędzi w tym kwartale wypracowań za karę!
I rzeczywiście nie było ich potrzeba, bo dzieci szkół obu rzuciły się do nauki aż grzmiało, mimo że była zima.
W drugi dzień świąt miał się odbyć turniej. Szkolną salę przystrojono wieńcami z jedliny i pozapalano wszystkie świece i świeczki, pozostałe z nabożeństwa w kościele dnia poprzedniego, a w wieńcach tkwiło