Strona:Selma Lagerlöf - Tętniące serce.djvu/220

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nic dziwnego, że ją to rozgniewało i że go ukarała! Powinien był zrozumieć, iż państwo jej stoi otworem właśnie dla biednych, opuszczonych i nieszczęśliwych.
Nic się jednakże nie dało uczynić dla naprawienia złego, albowiem nie zjawi się już dzień następny. Ach! Gdyby znów zaświtało — jutro, poszedłby natychmiast do szalonej Ingeborgi i rozmówiłby się z nią. Tak, niezawodnie byłby to pierwszy jego krok.
Zamknął oczy i złożył ręce. Uczuł niezmierną ulgę, kiedy ta troska spadła mu z serca. Śmierć stała mu się nierównie lżejszą, utraciła ów kolec, co sumienie ranił.
Nie wiedział ile czasu minęło aż do chwili, gdy posłyszał słowa stojącej nad nim Katarzyny.
— Cóż ci to Janie? Nie umierajże mi przecie!
Było tyle przerażenia w tonie tych słów, że otworzył oczy.
I cóż ujrzał za pierwszem zaraz spojrzeniem? Oto Katarzyna trzymała w rękach cesarską jego czapkę i laskę.
— Prosiłam właścicieli Falli, by ci to zwrócili! — powiedziała — Lepiej byś znów został cesarzem, niż stracił całą ochotę do życia. Tak wytłumaczyłam i oddali.
Jan złożył ręce nabożnie.
Jakże cudowna jest ta droga dziewczynka, ta wielka cesarzowa? Ledwie uczuł skruchę i postanowił naprawić błąd, a oto natychmiast przywraca go do łask i darzy swą miłością.
Uczuł się zdrowym, rzeźkim, szczęśliwym. Sklepienie niebios uniosło się znowu w górę, powietrze orze-