Strona:Selma Lagerlöf - Tętniące serce.djvu/219

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Widzisz sam — powiedziała Katarzyna — że to tylko Lars Gunnarson, wracający do domu. Upił się w szynku i nie wie którędy jechać.
W chwili kiedy to powiedziała, zaprzęg przeleciał koło furtki i zobaczyli co się dzieje. Zobaczyli oboje dokładnie, że wózek był pusty, a koniem nie kierował nikt.
Katarzyna krzyknęła i cofnęła rękę tak szybko, że Jan opadł ciężko na ziemię.
— Boże wielki! — zawołała — Czyś widział Janie? Koń go wlecze na cuglach.
Nie czekając odpowiedzi męża, wypadła na drogę, którą przeleciał dopiero co koń.
Jan pozwolił jej iść gdzie chciała. Rad był nawet, że został sam. Dotąd nie znalazł odpowiedzi na pytanie dlaczego cesarzowa gniewa się na niego.
Tuż przed jego oczyma leżał ów mały skrawek połyskującego złotem papieru, a migotał tak, że mimowoli zwrócił nań spojrzenie. Myśl jego skierowała się ku szalonej Ingebordze i wspomniał ów dzień, w którym spotkał się z nią w przystani borskiej.
Nagle doznał olśnienia. Tak... tak... to była odpowiedź, której szukał długo nadaremnie! Teraz wiedział dlaczego jego dziewczyna przez całą zimę czuła doń urazę. Uczynił krzywdę szalonej Ingebordze. Nie powinien był jej żadną miarą odmawiać pozwolenia na wyjazd do Portugalji.
Złe miał, zaprawdę, wyobrażenie o wielkiej cesarzowej, mniemając, że nie zechce widzieć przy swym boku szalonej Ingeborgi. Przeciwnie, pragnęła spieszyć z pomocą takim właśnie nieszczęśliwym istotom jak Ingeborga.