Strona:Selma Lagerlöf - Tętniące serce.djvu/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


NOC LETNIA.

W dniu, kiedy odbywała się uczta u Oli Bengsta. Jan siedział w domu i dopiero wieczór wyszedł i usiadł swoim zwyczajem na kamiennych schodach przed drzwiami.
Nie był, coprawda chory, ale czuł się słabym i znużonym. W izbie nagrzanej silnie słońcem przez cały dzień panował straszliwy zaduch, chciał tedy zaczerpnąć świeżego powietrza. Na dworze nie znalazł jednak ochłody, jak to zmiarkował odrazu, lecz siedział dalej głównie dlatego, że mógł tu napatrzyć się różnym pięknym rzeczom.
Czerwiec był niezwykle gorący i suchy, to też zaczęły się pożary lasów, niszcząc w tych okolicach wielkie nieraz przestrzenie. Jan widział wyprost przed sobą, ponad grzbietem pasma gór, po drugiej stronie jeziora piękne, blado-szafirowe zwały dymu.
Za chwilę ujrzał dalej, ku południowej stronie połyskujący jasno, kędzierzawy pióropusz, a gdy zwrócił oczy ku zachodowi w kierunku Storsnipy, zobaczył i tam wznoszące się szare, gęsto płomieniami przetykane obłoki. Zdawało się, że świat cały przepadnie w ogniu.
Z miejsca, gdzie siedział nie widać było płomieni, ale nieprzyjemnie zrobiło mu się na myśl, że pożar szaleje po lesie i szerzy się bezkarnie. Pocieszał się tem, iż posuwa się jeno linją lasów, nie ogarniając zabudowań, chat i folwarków.