Strona:Selma Lagerlöf - Tętniące serce.djvu/211

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Pewnie mi nie dowierzasz? — spytał Ola — Chcesz zobaczyć skrypt? Liza! Przynieś mu go!
Za chwilę miał syn przed oczyma cudowny ów skrypt. Spojrzał przedewszystkiem na podpis i poznał czytelne, śmiałe pismo pana hut duwneńskich. Potem sprawdził sumę i przekonał się, że wszystko w porządku.
Skinął głową żonie swej siedzącej naprzeciwko na znak, że wszystko jest prawdą, potem zaś podał jej dokument, gdyż była oczywiście straszliwie ciekawa ujrzyć go na własne oczy.
Przeczytała skrypt od początku do końca jaknajstaranniej.
— A cóż to znaczy? — spytała i odczytała... — Zapłacę Lizie Persdotter w Askadalarnie, wdowie po Bengście Olsonie... Czyż Liza ma otrzymać te pieniądze?
— Tak! — potwierdził Ola — Darowałem jej tę sumę, gdyż jest mojem prawdziwem dzieckiem.
— Ależ to krzywda dla...
— Niema żadnej krzywdy! — odrzekł znużonym głosem Ola — Spłaciłem wierzycieli swoich i nic nie jestem dłużen nikomu. Zdawałoby się może — ciągnął dalej stary z naciskiem, zwracając się do syna — że mam jeszcze jednego wierzyciela i ja sam tak sądziłem nawet, ale teraz wiem napewno, przekonałem się, że tak nie jest!
— Mnie macie ojcze na myśli! — odrzekł Nils — Niestety, o mnie nie pomyślicie nigdy...
Chciał dalej mówić, ale nie dowiedział się ojciec, o co mu idzie, gdyż od drugiego końca stołu rozległ się przeraźliwy krzyk.