Strona:Selma Lagerlöf - Tętniące serce.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
CZĘŚĆ TRZECIA.
HYMN CESARSKI.

Na porosłem drzewami wzgórzu, powyż Loby, istnieje jeszcze dotąd część drogi jezdnej, którą dawniej snuły się szeregi wozów, teraz jednak została opuszczona, ponieważ wznosi się na wszystkie grzbiety i stacza w każdą dolinę, miast biegnąć zboczem gór. Część zachowana dotąd jest tak stroma, że niema mowy o przejechaniu tamtędy, a używają jej tylko piechurzy i to chętnie, albowiem stanowi dogodną linję orjentacyjną w wędrówce poprzez lasy.
Dotąd zachowała ona szerokość gościńca i pokład drobnego żwiru, a nawet piękniejszą się stała, bo niema na niej głębokich kolei kół, błota, ni kurzu.
Rosną na jej brzegach kępy kwiatów, żółtych mleczów, ostróżek i błękitnych gencjan. Tylko rowy znikły całkiem, bo usadowiły się w nich świerki, stając gęstym rzędem po obu stronach. Świerki owe równej wysokości, młode, zielone, okryte od wierzchołka do samej ziemi gęsto gałęźmi, stanęły szpalerem, tworząc jakby aleję wiodącą do pałacu jakiegoś wielmoży, a pośród nich brzęczą latem owady chórem tak rozgłośnym, że przypominają trzmiele polatujące nad łąkami, czy derkacze odzywające się o wieczorze z nad trzęsawisk nizinnych.
Jan wracał tą właśnie drogą z kościoła do domu po owem nabożeństwie, na którem się pokazał po raz pierwszy przybrany w swe dostojne, cesarskie insygnja.