Strona:Selma Lagerlöf - Tętniące serce.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

właściwą bo za zbliżeniem się jej, trącili się łokciami i zamilkli nagle.
Pochwyciła jeno parę słów, które mówił jeden z wyrostków, obrócony do niej plecami, tak, że nie wiedział, iż nadchodzi.
— Powiadam wam... była cała w jedwabiach... ha... ha... ha...!
W tej samej chwili chłopak dostał takiego szturchańca w kark od jednej z dziewcząt, że zamilkł, obrócił się i oblał się cały rumieńcem, widząc, stojącą tuż przy sobie Katarzynę.
— Czegóż chcesz? — ozwał się nagle do dziewczyny, która go trąciła —.Czyż nie mogę opowiadać, że królowa była cała w jedwabiach?...
Na te słowa parobcy wybuchli głośniejszym jeszcze śmiechem, a Katarzyna poszła, widząc, że nie dowie się niczego.
Wróciła do domu tak strapiona, że Jan omal nie zdecydował się opowiedzieć jej jak się w rzeczywistości mają sprawy z Klarą Gullą. Ale rozmyślił się, poprosił tylko, by mu raz jeszcze powiedziała, co chłopcy opowiadali o królowej..
Uczyniła co chciał.
— Powiedział to tylko dlatego, by wobec mnie ukryć całą rzecz! — dodała Katarzyna.
Jan nic nie odpowiedział, ale usta jego złożyły się same do uśmiechu.
— O czemże to myśliśz? — spytała — Od kilku dni masz tak dziwną minę? Czyżbyś wiedział dawno już to, o czem mówiły te wisusy?
— Nie, — odrzekł — tego nie wiem wcale, ale możemy mieć chyba tyle zaufania do Klary Gulli,