Strona:Selma Lagerlöf - Tętniące serce.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mu opowiadać o Klarze Gulli i zdziwił się niemało słysząc, że zaczyna o czemś zgoła innem.
— Powiedzcież mi Janie, — rzekła — czy przypominacie sobie dawnego właściciela Falli, ojca mego, który posiadał folwark przedtem zanim przeszedł na Eryka?
— Naturalnie, — odparł — pamiętam go dobrze! Miałem około dwunastu lat kiedy zmarł.
— Dostał dobrego zięcia, prawda? — powiedziała gospodyni.
— Tak, tak... — potwierdził — bardzo dobrego!
Staruszka zamilkła, wzdychała przez chwilę, a potem powiedziała dobitnie:
— Chciałam się was w jednej sprawie spytać o radę. Nie zaliczacie się do tych, którzy to co się im powie, trąbią na cały świat.
— Umiem trzymać język za zębami.
— Wiem, zauważyłam to oddawna!
Jan uczuł ciekawość niezmierną. Cóżby to było dziwnego, gdyby Klara Gulla zwróciła się do swej matki chrzesnej, Erykowej, z prośbą przygotowania rodziców na owo wielkie szczęście, jakie ją spotkało.
Stary Ola dostał zaraz po rozmowie, przerwanej przez siostrzenicę ataku podagry i gorączkował długo, a potem chorzał przez kilka tygodni, tak że Jan nie mógł z nim pomówić. Teraz wstał z tapczana, ale osłabiony był bardzo, a co gorsza, zdaje się skutkiem choroby, utracił pamięć. Jan czekał i czekał, czy nie zacznie sam mówić o Klarze Gulli, gdy to jednak nie następowało, a Ola nie dorozumiewał się nawet znaczenia częstych napomknień, Jan zapytał go wprost.
Wówczas starzec oświadczył, że nie otrzymał żadnego listu. Dla udowodnienia wyciągnął nawet