Strona:Selma Lagerlöf - Opowiadania.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tej roli. — Muszę to uczynić — myślała — ale sądzę, że będę rada, gdy to przeminie, a ja powrócę do moich ról.
I czasami, kiedy recytowała romantyczne słowa swej roli, uważała je za niesmaczne i nienaturalne. — Ach — mówiła — za stara już jestem. W rzeczywistości to była jej wina. Nie była przyzwyczajona do wierszy i nie mogła na gwałt nauczyć się deklamować naturalnie i lekko. Wielkie słowa nie chciały jej przejść przez gardło. Widziała też, że musi się wyuczyć zupełnie innego sposobu chodzenia i poruszania rękami.
— To przecież głupstwo — mówiła czasami — nikt nigdy tak nie chodził, ani się tak poruszał, jak ta donna Sol. To nie jest rola dla mnie.
Ale czasami coś z dawnego zapału dla roli odżywało w niej i wtedy myślała:
— Kiedy rzeczywiście wystąpię, kiedy nareszcie stanę na scenie, będę taką donną Sol, jaką nikt przedemną nie był. Wiem, że ona żyje we mnie, jako moje drugie ja. Co to znaczy, że mi się na próbach nie wiedzie? Wiem, że w wielkim momencie ona się ujawni.
Niemniej Oliwia była po każdej próbie zrozpaczona, a uczucie to podzielali dyrektor i reszta artystów.
— Panno Miteau — rzekł do niej pewnego dnia dyrektor tonem bardzo uprzejmym — pani