Strona:Selma Lagerlöf - Maja Liza.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ale czas mijał i mijał i wkońcu zaczęła przypuszczać, że będzie zmuszona zabrać do domu swe śliczne jabłka.
Postanowiła uczynić ostateczną próbę i kazała dziewce służebnej przywołać Śnieżkę, która chodziła od kramu do kramu, skupując małe podarki dla domowników, którzy nie mogli przybyć na targ.
Gdy Śnieżka stanęła przed macochą, kazała jej ta ostatnia zająć na czas pewien swe miejsce i sprzedawać jabłka. Twierdziła, że zmarzły jej nogi od długiego stania i że musi się rozgrzać przechadzką.
Śnieżce było nad wyraz niemiłą rzeczą sprzedawanie jabłek na targu publicznym, ale nie śmiała się opierać macosze. Wdziała przeto jej rękawiczki, okryła się szalem i stanęła za stołem, a pastorowa odeszła, napomniawszy ją kilka razy, by ściśle trzymała się postawionej ceny, nie wdawała się w targi i sama jabłek nie jadła.
Niestety, omyliła się macocha przypuszczając, że ludzie chętniej kupować będą od pasierbicy niźli od niej samej.
Dziewczyna stała za stołem, pilnując jabłek, a nie mogła sprzedać ani jednego z nich. Wiodło się jej tak samo jak macosze, tłum nie zmniejszał się, ale nie kupował nikt.
Nagle nadeszli dwaj podchmieleni parobcy z dziewczętami swemi i przecisnęli się przez tłum otaczających stół. Było to nader swywolne towarzystwo,