Strona:Selma Lagerlöf - Maja Liza.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie mas pojęcia, ile trudów miała Śnieżka, zanim wreszcie wyruszyła z babką w drogę. Ojciec i mamzel Vabitz nie odpowiadali sobie usposobieniami. Pastor lubił żartować i droczyć się z wszystkimi, zaś ona była zawsze poważna i surowa, baczna ustawicznie na to, by zachować godność swą i dostojeństwo.
Zrazu urządziła Śnieżka sprawy tak, że spotykali się tylko przy stole. Ledwo jednak siedli, ojciec zaczynał zaraz mówić coś, co jak wiedział, oburzyć musi mamzel Vabitz. Najkomiczniejszą zaś wydała mu się rozmowa z nią o miłości i małżeństwie.
Twierdził, że bardzo się cieszy, iż jest w jego domu, gdyż może mu udzielić rady w ważnej sprawie. Oddawna. już zamierza ożenić się powtórnie i ma na oku hrabinę z Borgu. Spytał; jak jej się to wydaje.
Usłyszawszy te słowa, zmartwiała ze strachu. Odłożyła nóż i widelec i patrzyła na pastora bez słowa.
Anna roześmiała się głośno i rzekła:
— A toby sobie dopiero użył!
— Ojciec teraz dopiero wpadł we właściwy nastrój. Rzadko zdarzało mu się spotkać kogoś, nie rozumiejącego jego żarcików. Powiedział, że nie pojmuje zgoła przerażenia i zdumienia mamzel Vabitz. Czyż sądzi, że hrabina nie chciałaby go może? Hrabina uznała go za przystojnego mężczyznę, to