Strona:Selma Lagerlöf - Maja Liza.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Altringer spojrzał mu bystro w oczy. Sven miał zawsze smutek w oczach, teraz jednak zdał się wcieleniem melancholji.
— Widzę, że cię spotkało coś złego! — powiedział. — Wyznaj mi wszystko, chłopcze. Właśnie obliczałem przed twym przyjazdem, czy cię mogę wysłać zagranicę.
Svenowi trudno było mówić. Zgryzł wargi i walczył z drżeniem głosu.
— Czy pan nie słyszał o tem, co mnie spotkało? — spytał.
— Nie! — zapewnił starzec i poprosił, by Sven opowiedział wszystko szczegółowo.
Sven zdecydował się wkońcu.
W Naxecie odbywała się raz zabawa w jednym z największych domów mieszczańskich, na którą był również zaproszony. Ale przygrywano do tańca na starym, rozstrojonym fortepianie, to też brakło należytej ochoty. Wziął do rąk skrzypki i zaraz zmieniło się wszystko. Młodzi i starzy tańczyli do upadłego, a ile razy ustawał, klaskali, tupali i wołali, by zaczynał na nowo. Niestety, sprawa skończyła się strasznie. Jedna z córek gospodarstwa domu tańczyła zbyt zawzięcie. Nagle, pośród najszaleńszych pląsów zwisła na ramieniu tancerza, osunęła się na ziemię i zmarła.
Altringer przyznał, że jest to zdarzenie bardzo przykre dla Svena, ale nie dowodzi wcale, by przez nie miał porzucać całą karjerę artystyczną.