Strona:Selma Lagerlöf - Maja Liza.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Słuchaj, chłopcze! powiedział. — Jutro jedziesz ze mną. Będziesz w Sztokholmie pobierał naukę gry na skrzypcach....
Maji Lizie historja ta wydała się nad wyraz piękną, ale spytała zaraz, dlaczego Sven nie pozostał w Sztokholmie i znajduje się ponownie w Henriksbergu.
Liljecrona odparł, że powodziło mu się w stolicy doskonale, że studjował tam przez lat pięć i został artystą, który niczego już nie może nauczyć się we własnym kraju. Altringer był zeń bardzo zadowolony i zamierzał właśnie wysłać go zagranicę tak, by nie potrzebował wstydzić się innych mistrzów, gdy nagle Sven wrócił.
Zjawił się pewnego dnia w Ekeby i spytał Altringera, czy niema w którejś z hut wolnego miejsca inspektora.
— Hm.... możeby i było, — odrzekł starzec — czy masz przyjaciela, chłopcze, któremu byś chciał dać tę posadę?
— Proszę o nią dla siebie samego! — oświadczył Sven. — Przez długie lata pracowałem w hutnictwie i sądzę, że dopełnię należycie obowiązków inspektora.
— No, a muzyka? — zdziwił się.
— Z muzyką skończyłem! — zawołał — Wydaje mi się, że w życiu nie tknę smyczka.