Strona:Selma Lagerlöf - Królowe Kungachelli.pdf/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Jak gdyby dziewica jedzie z wspaniałą świtą? Czy wszyscy ją widzą?
Przerażeni, zdziczali ludzie krzyczeli, wyciągając ręce w kierunku lasu.
— Może to duch leśny? Czy to nie czary djabelskie? Czy wszyscy widzimy księżniczkę?
Padali na kolana, modlili się i śpiewali hymny. Niektórzy pobiegli na dzwonnicę i zaczęli bić w dzwony, chcąc się upewnić, że piękna dziewica nie jest wiedźmą, która boi się dzwonów kościelnych.
Lecz kiedy stara Sygryd Tursdotter zobaczyła swemi orlemi oczyma, że z ciemnego lasu wyjeżdża dziewica na koniu, przestała już wątpić i zawołała pierwsza:
— Ach droga, kochana, słoneczko ty nasze! Kwiatuszku! Nie jesteś duchem, córką królewską. Dziękujcie i wychwalajcie Pana! Ach, przybyłaś wreszcie, najdroższa! Przyjeżdżasz do naszej doliny!
Sygryd Tursdotter, wywijając laską wysoko ponad głową, ruszyła z ludem na spotkanie księżniczki.
— Droga, kochana, kwiatuszku, słoneczko ty nasze! — powtarzali za nią.
Kiedy już podeszli zupełnie blisko, zawołali:
— Najdroższe kochanie nasze! O jakże piękną jesteś! Jakże jaśniejesz w koronie swojej! Odrzuć zasłonę jedwabną! Pozwól, niech ci się dobrze przyjrzymy!
Tłocząc się naprzód, otoczyli Wielkiego, czarnego konia, który w czerwonym czapraku, z powiewającym