Strona:Selma Lagerlöf - Królowe Kungachelli.pdf/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

miejsce sternika i z rozjaśnioną twarzą patrzał przed siebie.
— Jakże jestem szczęśliwy, że jeszcze raz spojrzę na piękną narzeczoną, — myślał. Jakże jestem szczęśliwy, że jej miła twarz będzie ostatnią, którą zobaczę w drodze do Islandji.
Zmarszczki prawie że znikły z oblicza Jalte, kiedy wchodził na pokład. Wioślarzy szwedzkich, którzy podnieśli wiosła, powitał tak serdecznie, jak gdyby byli przyjaciółmi jego dzieciństwa, i ofiarował złoty pierścień dziewczęciu, które z szacunkiem wiodło skalda do namiotu kobiet, znajdującego się na przedzie okrętu.
Ręka Jalte drżała, kiedy unosił zasłonę namiotu. Chwila ta wydała mu się najpiękniejszą w życiu.
— Nigdy nie walczyłem za sprawę równie wielką, — myślał. — Niczego nie pragnąłem tak silnie, jak zawarcia tego małżeństwa.
Wszedłszy do namiotu, Jalte cofnął się przerażony. Na jego twarzy widać było najwyższe zdumienie.
Ujrzał tam wysoką, piękną kobietę. Podniosła się na przywitanie skalda i wyciągnęła doń rękę. Lecz nie była to Injeerd.
Jalte w małym namiocie szukał oczyma księżniczki. Widział, naturalnie, że ma przed sobą królewską córkę. Królewna tylko rzucić nań mogła tak dumne spojrzenie i przyjąć go z taką godnością. Królewski również ubiór zdobił jej głowę i całą po-