Strona:Selma Lagerlöf - Królowe Kungachelli.pdf/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


stępowała się przed nią. Widział, jak tworzyć zaczęła wspaniałe sklepienie, zmieniała się w kolumnadę, a kobieta szła, jak przez cudowną świątynię.
Nagle zauważył, że woda otaczająca kobietę, zaczęła zmieniać kolor. Z początku zaróżowiła się trochę, po chwili była już czerwoną, aż w końcu całe morze stało się purpurowe, jak krew.
Na dnie morza, tam gdzie przechodziła kobieta, widać było odłamki mieczów, tarcz, połamane łuki i strzały. Z początku było ich niewiele. Lecz im dalej szła poprzez purpurową wodę — gromadziło ich się coraz więcej.
Król ze drżeniem zauważył, że kobieta zboczyła z drogi, by nie nastąpić na martwego człowieka, leżącego na bielonych wodorostach. Człowiek ubrany był w pancerz, w ręku trzymał miecz, a na głowie miał rozwartą, głęboką ranę.
Królowi wydało się, że kobieta przymknęła oczy, by tego nie widzieć. Szła z jakimś określonym celem bez obawy i wahania. Nawet i we śnie nie mógł oderwać od niej oczów.
Całe dno morskie pokryte jest już odłamkami. Widział ciężkie kotwice okrętowe, grube liny, wijące się jak węże. Okręty leżały z wyrwanymi bokami, a złote głowy smoków, służące dawniej jako upiększenia, patrzyły na niego krwią nabiegłemi oczyma.
— Chciałbym wiedzieć, — pomyślał we śnie król, — kto walczył tutaj na morzu, dając tak obfite żniwo śmierci.
Wszędzie widział trupy. Zwieszały się z burt,