Strona:Selma Lagerlöf - Królowe Kungachelli.pdf/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nad głową jej, i dziecka zajaśniało złote światło, które było piękniejsze nad wszystkie skarby królewskie.
— Czemu się tak przyglądasz, królu Olafie? — spytała po raz drugi Sygryd.
Kiedy król Olaf spojrzał na nią, wydała mu się starą, potworną ,stoczoną przez wszystkie grzechy i zbrodnie świata i przeraził się, że mógł wpaść w jej sidła.
Zdjął był rękawiczkę, by podać jej rękę, lecz teraz rękawiczką tą uderzył ją w twarz.
— Czego chcesz ode mnie stara poganko? — zawołał.
Wszechwładna odskoczyła na trzy kroki. Szybko jednak zapanowała nad sobą i powiedziała:
— Uderzenie to będzie twoim wyrokiem, królu Olafie Trugwasonie!
Cofnęła się blada jak śmierć.
W nocy król Olaf miał straszny sen.
Widział siebie nie na ziemi, lecz na dnie morskiem. Była to szaro-zielona przestrzeń, ponad którą na wiele metrów wznosiła się woda. Nad swą głową widział płynące ryby, okręty sunęły po powierzchni wody jak ciemne chmury, a światło słoneczne przypominało matowy blask bladego księżyca.
Po dnie morza szła kobieta, którą widział we drzwiach kościoła. Miała na sobie tę samą zniszczoną odzież, chód jej był również ociężały, a twarz smutna, jak wówczas.
Lecz kiedy dotykała dna morskiego, woda roz-