Strona:Selma Lagerlöf - Królowe Kungachelli.pdf/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Podczas gdy triera lawirowała między wyspami, które stawały się coraz wyższe i bogatsze w zieloność, marynarze zaczęli przystrajać okręt, by zwrócić na siebie uwagę dzikusów. Okręt, będący sam przez się najcudowniejszem dziełem człowieka, wkrótce mknął po falach, rywalizując wspaniałością z najbarwniejszemi ptakami. Niedawno jeszcze był uszkodzony przez burze, a teraz na maszcie jaśniał złoty szpic i zwisał przecudny żagiel z purpurowym brzegiem. Na przodzie okrętu wznosił się wspaniały posąg Neptuna, a ztyłu ustawiono namiot z różnokolorowych, jedwabnych tkanin. I doprawdy, marynarze nie omieszkali przewiesić przez burty dywany, których frendzle dotykały wody i owinąć ciężkie wiosła złotym galonem.
Sami również nie pozostali w strojach podróżnych, które pod wpływem niepogody i wody morskiej rozlatywały się w strzępy. Nałożyli białe szaty, opasując się czerwonemi szarfami, a włosy ujęli w błyszczące obręcze.
Nawet Sylwjusz Antonjusz otrząsnął się z lenistwa. Jak gdyby cieszył się nawet, że może się zająć czemś dostępnem i dla niego. Kazał się ogolić, ostrzyc i natrzeć wonnościami. Nałożył potem długą tunikę, na plecy zarzucił togę, przepasał szeroką złotą obręczą i z wielkiej skrzyni z klejnotami, którą Halen otworzył dla niego, wyjął kilka pierścieni, bransolet, naszyjników i złoty pas. Kiedy był gotów, odrzucił purpurowe zasłony jedwabnego namiotu i legł u wejścia na