Strona:Selma Lagerlöf - Królowe Kungachelli.pdf/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Myśli, że zobaczy resztki zwalisk wielkich pieców do warzenia soli, chce spojrzeć na wydeptany bruk tych ulic, które wiodły do portu. Pyta, gdzie się znajduje niemiecka i gdzie szewedzka przystań, chce widzieć przystań płaczek, gdzie kobiety Kungachelli żegnały swych mężów i synów, udających się w dalekie podróże. Ale na wybrzeżu ujrzy tylko szumiące trzciny. Zobaczy również wyboistą drogę, wiodącą do brodu, a przy brzegu kilka przywiązanych łodzi i mały prom, który przewozi wóz chłopski do Chisingenu. Lecz po rzece nie płyną wielkie okręty, nie widać również szczątków rozbitych statków, gnijących na dnie rzeki.
Możliwe, że nie znalazłszy nic ciekawego w porcie, uda się na poszukiwanie słynnej Góry Klasztornej, chcąc zobaczyć przynajmniej ślady otaczających ją niegdyś fortów i wałów, chciałby zobaczyć wysoki zamek i długie zabudowania klasztorne. Ma nadzieję znalezienia chociażby ruin wspaniałego kościoła św. Krzyża, gdzie przechowywano cudowny krzyż, wywieziony z Jerozolimy. Myśli o licznych zabytkach, znajdujących się na świętych górach, które się piętrzą nad innemi, starożytnemi miastami i serce mu bije w radosnem oczekiwaniu. Lecz kiedy dochodzi do siwego szczytu, który odgradza pola, nie znajduje nic prócz szumiących drzew. Niema ani murów, ani baszt, ani sklepień z gotyckiemi oknami. Pod drzewami widzi ogrodowe kanapki i fotele, lecz ani śladu klasztornego podwórza z kolumnadą, lub pięknych grobowców.
Nie znalazłszy i tutaj nic zgoła, uda się może —