Strona:Selma Lagerlöf - Kopalnia srebra.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie spodziewaliśmy się ciebie, królu Gustawie, i dlatego nie wiemy, co odpowiedzieć. Idź do zakrystyi i pomów z naszym proboszczem, a my tymczasem naradzimy się.
Król usłuchał, ale w zakrystyi zastał tylko starego chłopa ze stwardniałymi od pracy rękami, odzianego jak inni w długi biały kożuch.
— Myślałem, że zastanę tu proboszcza — rzekł król, oglądając się.
Mniemany chłop zaczerwienił się i ukłonił nisko, ale nie śmiał się przyznać, że on to jest właśnie pasterzem dusz w tej parafii.
Król zasiadł w wielkim fotelu, który dotąd stoi w zakrystyi i ma teraz złotą koronę na oparciu.
— Czy macie tu dobrego proboszcza? — zapytał.
Tamten nie miał odwagi wywieść go z błędu i odpowiedział, że proboszcz gorli-