Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


są próżne, łatwiej mi jakoś przewinąć się między ludźmi“.
Bo milczał teraz; wtem Gertruda wyciągnęła chudą swą rękę i pieściła nią rękę Boa, „Jakiś ty dobry, że idziesz po tę wodę dla mnie“, rzekła.
„O mój Boże, dopomóż mi! siedzę tu i wmawiam w nią, że ta rzecz jest naprawdę wykonalna“, myślał Bo. Ale gdy Gertruda wciąż jeszcze gładziła jego rękę, zaczął jej opisywać dalszą swą drogę. „Idę potem prostą drogą, aż dojdę do Via Dolorosa“, rzekł.
„Tak, tam nie ma nigdy wielu ludzi“, rzekła Gertruda wesoło.
„Nie, nie spotkam tam nikogo, chyba kilka starych zakonnic“, rzekł Bo szybko i mogę bez przeszkody dostać się do Seraju i do więzień“.
Bo umilkł znowu, lecz Gertruda wciąż jeszcze pieściła jego rękę. Była to niema prośba aby dalej mówił. „Zdaje mi się, że pragnienie mniej ją dręczy, jeżeli mówię o tem, że idę po wodę“, pomyślał. „Muszę opisywać dalej, jak mi się powiedzie“.
„Koło domu karnego znajduję się znów w pośród tłumu i hałasu, bo jak zwykle policjanci nadchodzą z złodziejem, którego mają zamknąć, i natychmiast zbiera się cała gromada ludzi, aby się dowiedzieć szczegółów“.
„Ty jednak starasz się przejść o ile można szybko“, rzekła Gertruda gorliwie.