Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wne koryto. I powymierały drzewa owocowe na wyżynach dokoła miasta, niektóre już podczas posuchy pierwszego lata, inne w drugim lub trzecim roku. I spustoszała ziemia dokoła Jerozolimy i stała się taką, jaką jest po dziś dzień“.
Gabriel podniósł czerep z ziemi i zaczął rozgrzebywać nim ziemię. „Rzecz ma się tak“, mówił dalej, iż żydzi, powróciwszy z Babilonu nie mogli już znaleść miejsca, gdzie rzeka była zatamowana, ani też zasypanych źródeł. I nie znalazł ich nikt, po dziś dzień.
My jednak, którzy tu siedzimy i łakniemy wody, dlaczego nie mielibyśmy pójść i poszukać źródeł króla Hiskiasza? Dlaczego nie wybrać się nam dla znalezienia wielkiej rzeki i tylu źródeł? Gdybyśmy je znaleźli, urosłyby znów drzewa na wyżynach i kraj ten stałby się bogatym i urodzajnym. Gdybyśmy je znaleźli, byłaby to rzecz kosztowniejsza niż znalezienie złota“.
Gdy Gabriel przestał mówić, wszyscy rozmyślali nad jego słowami i przyznali, iż może tak być, jak mówił, i że nie byłoby może rzeczą niemożliwą, odnaleść wielką rzekę. Lecz ani jeden nie ruszył się, by spróbować, ani nawet sam Gabriel nie uczynił togo. Oczywiście, że słowa jego były tylko marzeniem, którem usiłował uspokoić swoje pragnienie.