Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Tu więc ma się odbyć Sąd Ostateczny, i zmartwychwstaną zmarli“, pomyślał sobie.
„I cóż Bóg w dzień Sądu orzeknie o mnie, którym wywiódł swoich do Jerozolimy, do miasta śmierci?“ zapytał w duszy.
„I namówiłem do tego również moich sąsiadów i krewnych, że wybrali się do tej krainy Przerażenia. Oskarżą mnie przed Bogiem“.
Zdawało mu się, że słyszy, jak rodacy jego podnoszą głos przeciw niemu i wołają: Zaufaliśmy mu, a on powiódł nas do kraju, gdzie gardzą nami bardziej niż psami, i do miasta, które zabiło nas swem okrucieństwem“.
Halfvor usiłował jeszcze uwolnić się od tych myśli i nie zastanawiać się dłużej nad tem. Lecz było to dlań niemożliwem; poznał nagle wszystkie trudności i niebezpieczeństwa, które groziły jego towarzyszom. Myślał o srogiem ubóstwie, które wkrótce na nich zejdzie, gdyż nie przyjmowali zapłaty za swą pracę, myślał też o wrogim dla nich klimacie i o chorobach, które zniszczą im zdrowie; myślał również o surowych nakazach, jakie sami sobie nałożyli, skutkiem czego musieli sprowadzić na siebie rozkawałkowanie i upadek; czuł się śmiertelnie znużonym.
„Tak jak nie możemy uprawiać tej ziemi i pić tej wody, tak nie możemy żyć dłużej w tym kraju!“ zawołał.