Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przytem rzeczą było, ze rozchodził się w powietrzu ostry zapach trupi, zwiastując z daleka, co się tu stało. Wysoko w powietrzu krążyły już dwa sępy i czekały tylko, by ciemności zapadły, ażeby rzucić się na trupy. Z daleka już słyszano szum, ogromnego roju czarnych i żółtych owadów, okrążających trumny. Kilka psów ulicznych zbiegło się tu, usiadło nad brzegiem jamy, spoglądając w dół.
Ze zgrozą przypomniał sobie Halfvor, że był u wyjścia doliny Hinnom, tuż przy owem miejscu, gdzie niegdyś płonął ogień Gehenny. „Zaiste, jest to Gehenna, tu mieszka Przerażenie!“ zawołał.
Lecz nie długo stał pogrążony w rozmyślaniach, Skoczył w jamę pomiędzy trupów. Szukał i szukał tak długo, aż znalazł trumnę małej Małgosi, a gdy ją znalazł, podniósł ją na barki i wyszedł z jamy.
„Nie będzie przynajmniej mogła powiedzieć, że ojciec jej zostawił ją przez noc na tem miejscu!“ zawołał.
„Drogie moje dziecię“, rzekł głosem poważnym i przekonywującym, jak gdyby chciał się usprawiedliwić przed zmarłą. „Droga, mała Małgosiu, nie wiedzieliśmy nic o tem. Nikt nie wiedział, że cię wyrzucono z ziemi. Wszyscy inni byli uwiadodomiemi o tem co się stać ma, tylko my nie. Nie uważają nas za ludzi i dlatego nie uważali za potrzebne uwiadomić nas“.