Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z Gertrudą i rozmawiać z nią, nie odczuwając wcale głodu.
W każdym ruzie czuł się tego dnia tak spokojnym i zadowolonym, że myślał: „Koloniści mają z pewnością słuszność; ludzie mogą być szczęśliwi, jeżeli żyją tylko tak, jak my w pokoju i jedności. Jestem teraz zupełnie zadowolony, że jest tak, jak jest. Nie pragnę więcej, aby Gertruda była moją żoną i nie odczuwam już on ej dręczącej tęsknoty miłosnej, która mi przedtem sprawiała tyle ciorpień, lecz jestem zupełnie, zaspokojony, że mogę ją widzieć codziennie, że mogę jej służyć i strzedz jej.“
Byłby chętnie powiedział Gertrudzie, że jest zupełnie zmieniony, i czuje się w tem, jakby dzieckiem. lecz był nieśmiałym i nie mógł znaleść odpowiednich wyrazów.
Przez całą drogę Bo zastanawiał się. Zdawało mu się, że koniecznie musi Gertrudzie powiedzieć tę myśl i uwiadomić ją o tem, że się zmienił, ażeby mogła w towarzystwie jego czuć się bezpieczną, i uważać go zupełnie jako brata.
Gdy słońce zachodziło, koloniści byli już z powrotem w domu. Bo usiadł pod starem drzewem przed domem, gdyż chciał być możliwie najdłużej na wolnem powietrzu. Gdy już wszyscy inni weszli do domu, przystąpiła doń Gertruda i zapytała go, czy nie wejdzie również do domu.