Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wskiej, przejezdni turyści i syryjscy robotnicy spotykają się w dzikich dolinach skalnych, niosąc kosze na kwiaty. A wieczorem żniwiarze wracają ciężko obładowani anenonami i hyacentami, fiolkami i tulipanami, narcyzami i orchideami.
W licznych klasztorach i gospodach jerozolimskich stoją na podwórzu ogromne naczynia kamienne napełnione wodą, do których wkłada się kwiaty a w piwnicach i pokojach pilne ręce rozkładają kwiaty na wielkich arkuszach papieru i prasują je.
A gdy małe goździki polne i hyacenty są już należycie przyciśnięte i wysuszone, zestawia się je w wielkie i małe, brzydkie i piękne bukiety, które nalepia się na karty lub w małe albumy, dając na okładkach z drzewa oliwnego napisy: kwiaty z Jerozolimy.“
I niebawem wszystkie te „kwiaty Sionu,“.„kwiaty Hebronu,“ „kwiaty z góry Oliwnej“ i „kwiaty z Jerychou idą w świat daleki.
Sprzedaje się je po sklepach, wyseła w listach, rozdarowuje jako pamiątki i zamienia za jałmużnę. Małe te polne kwiatki — jedyne bogactwo ziemi świętej — doznają większego rozszerzenia po świecie, niżeli perły indyjskie lub jedwabie z Brussy.

∗             ∗