Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kwiaty z Palestyny.




Było to z końcem lutego; deszcze zimowe minęły i nadeszła wiosna. Ale była dopiero w początkach. Pęcze drzew figowych nie zaczęły jeszcze nabrzmiewać, ciemnobrunatne pnie winogradu nie wypuszczały jeszcze pędów i liści a wielkie pęki kwiecia pomarańczowego nie roztwarły się jeszcze.
Tylko drobne kwiatki polne miały odwagę zjawić się już o tak wczesnej porze.
Dokąd spojrzysz wszędzie pełno kwiatów. Wielkie ogniste anenony pokrywały kamieniste stoki, na wszystkich urwiskach skalnych kwitły błękitno-czerwonawę cyklamy, na równinach rosły wielkie goździki polne i stokrotki a w każdym wilgotnym krzaku pełno było krokusów i storczyków.
I jak w innych krajach ludzie wychodzą na zbieranie jagód, tak w Palestynie jest zwyczaj zbierania kwiatów. Z wszystkich klasztorów, z wszystkich zakładów misyonarskich wychodzą tłumnie na kwiatobranie. Ubodzy członkowie gminy żydo-