Strona:Selma Lagerlöf - Cmentarna lilja.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dziewczyna znów uczula ochotę do śmiechu. Z zaczarowanego zamku ma przyjść list? Czy królewicz będzie prosił o powrót swą poddankę? A wieści od niego jej nie brak. Nocą, gdy uśnie, zjawia się, wyciąga błagalnie ręce i prosi:
— Wróć do mnie, ginę bez ciebie, znów jestem chory!
Wiedziała, że ponownie był bliski utraty rozumu, że powinna być przy nim.
Promienne jej oczy — gwiazdy coraz dłużej spoglądały w dal, coraz uporczywiej starały się przebić zasłonę przestrzeni.
Tęskniła dusza dziewczyny i pełna była lęku.
Radość błyszczała w jej oczach tylko wówczas, gdy patrzyła na strumyki wybiegające z lasu, bystre wody wiosenne, kochane wody, które jej drogę oczyszczą.
Gwarzy Ingryda z Kariną — opowiada jej w jaki sposób upływały jej dnie w Münkshütte.
Karina się przeraża. Jak można tak żyć samotnie?
Współczucie Kariny szybko mija; zmienia; temat rozmowy, wogóle jest obecnie w stanie nowie tylko o sobie i o swoim Olafie.
Przypomina sobie, że jej narzeczony kiedyś opowiedział jej śmieszną historję o „koźle“. Może to Ingrydę przekona?
Na ostatnim jesiennym jarmarku, ktoś utrzymywał, że „kozioł“ jest zdrowy, tylko udaje wariata, bo przez to ludzie więcej u niego kupują.