Strona:Selma Lagerlöf - Cmentarna lilja.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i zamknęła oczy, rękę wyciągnęła ku Ingrydzie i przycisnęła ją do siebie.
— Moje dziecko, moje dziecko! — powtarzała. Siądź tu koło mnie, musimy być zupełnie spokojne, gdy on tu przyjdzie...
Na stole była przygotowana herbata. Po upływie półgodziny Gunnar wszedł. Z chłopa nie zostało w nim ani śladu, ubranie i ruchy zmieniły go zupełnie; nie okazywał żadnego wzruszenia.
Pani radczyni i Ingryda ścisnęły się mocno za ręce, radość przepełniała ich serca.
— Przyszedłem tylko, rzekł Gunnar, powiedzieć ci dobranoc, kochana mamo, strasznie mnie boli głowa, mam zamiar zaraz położyć się spać.
Pani radczyni nic nie odpowiedziała.
— Czy dasz mi szklankę herbaty? — ciągnął dalej Gunnar, zdziwiony milczeniem matki.
Pani radczyni podeszła do stołu i starając się zapanować nad wzruszeniem, zaczęła rozlewać herbatę.
— Czy płakałaś, mamo, dlaczego jesteś taka smutna?
— Rozmawiałyśmy z moją młodą przyjaciółką o pewnym smutnym wypadku, odpowiedziała matka, wskazując na Ingrydę.
— Ach, przepraszam, nie wiedziałem, że masz gościa, skłonił się przed nią ceremonialnie, widocznie nie wiedząc, kogo ma przed sobą.
— Widziałem dziś panią na lodzie, rzekł.
Przeszłość dla niego nie istniała, był pewien, że Ingrydę widzi dziś poraz pierwszy.