Strona:Selma Lagerlöf - Cmentarna lilja.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W domu pastora pozostała tylko gospodyni i służąca.
Pani pastorowa od rana szykowała przyjęcie dla gości, którzy przybyli na pogrzeb, w tej chwili przebierała się w sypialni w odświętną czarną suknię, i spojrzawszy na zegar, czemprędzej znów wróciła do kuchni.
Należy sprawdzić poraz ostatni smak potraw.
Udały się doskonale, a to gospodynię zawsze cieszy, nawet wówczas, gdy ma smutek w duszy.
Wraz z panią pastorową w kuchni znajdowała się służąca, ciesząca się zupełnem jej zaufaniem.
— Jak myślisz, Liza, czy będzie gościom smakowało?
— Bezwątpienia. Sądzę, że, gdyby Ingryda mogła wstać z grobu i zobaczyć nasze przyjęcie, to i ona byłaby zadowoloną.
— Ach, westchnęła pani pastorowa, jej właściwie nigdy nie można było dogodzić...
— Hm, ona umarła, i ja nie jestem taka, aby coś złego powiedzieć o nieboszczyku, którego jeszcze nie zasypano ziemią.
— Nie mało musiałam się nasłuchać przez nią od mego męża.
Pani pastorowa miała ogromnę ochotę pogawędzić o zmarłej. Męczyły ją nieco wyrzuty sumienia i dlatego urządziła tak sutą stypę. Lepiej było nie brać sieroty, niż dać jej uczuć, że ją mniej kochają od swoich dzieci.
Pastorową dręczyła ciekawość, co mówią we