Strona:Selma Lagerlöf - Cmentarna lilja.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— A nauczysz skrzypce nowych pieśni?
— Nauczę.
To go przekonało.
Wysypał żelaztwo z worka i ukrył je pod kupką zeszłorocznych liści, gdy skończył, rzekł do niej.
— Teraz właź!
Dziewczyna wsunęła się do worka, przekupień sumiennie zawiązał wszystkie rzemyki i zarzucił sobie worek na plecy.
Ciężar był niewielki, dom pastora blizko, po 10-ciu minutach stanęli u celu.
Ingryda podczas drogi całowała raz po raz bukiecik mirtu, dany jej przez opiekunkę i dzięki kwiatkom zmniejszyła się gorycz nagromadzona w jej sercu przeciwko niej.
Wogóle istota powracająca z grobu jest usposobiona pojednawczo. Ingryda obecnie uważała za naturalne, że żona pastora kochała swe własne dzieci więcej, niż ją, córkę przybraną. A że szczupłe dochody pastora nie pozwalały na utrzymywanie niańki, więc ona powinna była ją zastąpić. Despotyzm dzieci wobec niej tłómaczyć można tem, że przywykły uważać ją za służące.
Wszystkiemu winna bieda, gdyby jej przybrany ojciec mógł zostać starszym pastorem, wszystko zmieniło by się na lepsze. Matka też nie bez powodu była tak szorstką wobec niej. Bieda pozbawiła ją serca. Zmieni się to teraz. Będzie zawsze uległą, przez pamięć o dobroci braciszka i matki.