Strona:Rusini (Abgarowicz).djvu/257

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w Sygiecie, gdzie jak zwykle za końskim handlem jeździł. Dmytro rozpowiadał, a ludzie słuchali. Rozpowiadał on wtedy, że już i przeciw młodemu cesarzowi węgierscy panowie się zbuntowali, że wojewodę cesarskiego z Buda-Pesztu wygnali i wojnę zaczęli. — Opowiadał, że panowie ci nie zbywali narodu obietnicami, jak to czynili urzędnicy i żupani, ale odrazu wolność chłopstwu dali, a co młodszych i dorodniejszych do huzarów werbowali, za pańskie pieniądze ubierali, i na wojnę z cesarskiemi pułkami wyprawiali.
Musiał się i Milner o tem dowiedzieć, bo tego samego wieczora zwołał znowu starszych gazdów i ogłosił im, że cesarz wolność dał i powinności podarował, ale jeszcze rok, dwa może, musi zostać po dawnemu, dopóki buntowników nie ukarze i nowych podatków w Wiedniu nie wyznaczą.
Na takie słowa gwar się zaczął między gazdami. Zaczęli wszyscy razem krzyczeć, że chcą wolności zaraz, że wiedzą dobrze o tem, jak po całym świecie naród jest już wolny, że podatków żadnych nie myślą płacić.
Milner opowiedział im, że napisze z zapytaniem do Lwowa i kazał im iść tymczasem do domu i czekać odpowiedzi.
Kiedy się rozeszli, zwołał znowu nas wszystkich puszkarów, powiedział nam, że, jeżeli wierni mu będziemy i przyrzeczenia zrobionego dotrzymamy, to cesarska łaska nas czeka i dary wielkie; później kazał nam rozdać proch i kule i nie pozwolił nigdzie z dworzyszcza się wydalać, tylko z nabitą bronią sadyby pilnować.
W nocy przyprowadzili do mandatora Lejbę Bera, arendarza z jawornickiej karczmy; długo oni coś sobie po żydowsku szwargotali, a później, przed rankiem jeszcze, Lejba wziął mandatorskiego konia i gdzieś pojechał w dół z biegiem rzeki.
Pomiędzy nami puszkarami różne gadania o tem wszystkiem były, stary Kornył, nasz wataha, wieczorami rozpowiadał nam różne powieści o opryszkach, nibyto zasłyszane od kogoś w młodości; my jednak wiedzieliśmy wszyscy doskonale, że opowiadał rzeczy, na które sam się patrzył, bo wiedzieliśmy,