Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/330

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Mniejsza o nie; kiedy wziął, niechże je trzyma. Jedyny przedmiot, który zabrać stąd pragnę i do którego nadzwyczajną przywiązuję wartość, to ów obraz, przy pomocy twej malowany. Pamiętasz, jak to, pozując do niego, złościłaś się nieraz na mnie? Aby ci chwil tych nie przypominać, gotów jestem wyprowadzić się, gdzie tylko zechcesz. Obraz jednak zabierzemy z sobą.
— O, dobrze! — wyjąkała zmieszana.
— Ukryjemy się przed światem, skoro przed samym sobą ukryć się nie mogę. Ładnych sukien też ci nie pożałuję; a że je lubisz, więc pocałuj mię w zamian. Bogi święte! żebyś ty, Bess, wiedziała, jak to miło po tylu tygodniach samotności poczuć pieszczotę kobiety!
Przyjemność tę jednak zatruła myśl, której obawiał się tak bardzo. Bo gdyby to ramiona jego obejmowały kibić Maisie, gdyby ją ośmielił się pocałować w ten sposób, gdyby mu ona pieszczotą za pieszczotę odpłaciła, gdyby...
Przycisnął mocniej dziewczynę, aby nie krzyknąć z bólu, jaki go smagał w tej chwili; ona zaś, sądząc, iż uścisk ten jest dowodem afektu, rozmyślała, czy nie najlepiej przyznać się do zniszczenia „Melancholii.“ Skoro tak