Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/322

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i, proszę cię, nie zaczynaj mi żadnych historyi z dziewczyną. Życie tego biedaka i tak jest dosyć smutne, a przytem klnie, jak licho jakie, gdy się rozzłości.
— No, imbryk choć trochę porządniejszy — przyznała Bessie, zasiadając do herbaty. — Dziękuję, mrs. Beeton; nie potrzebuje pani czekać dłużej.
— Nie miałam wcale podobnego zamiaru — brzmiała szorstka odpowiedź.
Bessie nie rzuciła ani słowa. Wiedziała, iż prawdziwe panie pokonują często wrogów milczeniem; gdy zaś pozyskało się stanowisko bufetowej w pierwszorzędnej piwiarni, łatwo już przedzierzgnąć się w ciągu kilku minut w skórę wielkiej damy.
Przejęta ważnością nowego tego stanowiska, spojrzała na siedzącego naprzeciw Heldar’a i nagle bardzo niemiłego doznała wrażenia. Surdut jego był brudny, zakurzony, tłustemi plamami pokryty. Czoło w głębokie poorało się brózdy, usta zwisały niechętnie pod długim wąsem; w brodzie i na skroniach, wśród włosów źle utrzymanych, zwichrzonych, siwe przebłyskiwały promienie. Położenie człowieka, młodego i pięknego przed kilku jeszcze miesiącami, wzruszyło ją na razie, a później tryumfem przejęło. Oto ten, który szydził z niej