Strona:Rudyard Kipling - Puk z Pukowej Górki.djvu/222

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


skinął głową i wskazał im drogę, wiodącą na skraj lasu.
— Bardzo mi przykro — rzekł, — ale musicie już odejść.
— Czyśmy jemu nie sprawiły jakiej przykrości? — zapytała Una. — On taki zamyślony... i taki daleki...
— O, nie, moi kochani! Poczekajcie do jutra. To przecież niedługo... A pamiętajcie, że bawiliście się w „Pieśni starożytnego Rzymu“...
Jakoż była to rzecz jedyna, jaką dzieci zachowały w pamięci, przelazłszy przez wiadomą im dziurę w płocie, którą gałęźmi swemi osłaniały trzy drzewa: dąb, głóg i jesion.