Strona:Rudyard Kipling - Puk z Pukowej Górki.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


nia. Możesz więc odejść, bo chcemy porozmawiać na osobności“, rzekł Maximus.
— „Niema potrzeby!“, odrzekł Allo. „Wszak jestem ziarnem pomiędzy dwoma kamieniami młyńskiemi, muszę przeto wiedzieć, jak będzie się obracał kamień dolny. Chłopcy wyznali ci prawdę, ale tyle tylko, ile sami wiedzą, ja zaś, władco, dopowiem ci resztę. Oto lękam się ludzi przybyłych z Północy.“ To mówiąc, przycupnął jak zając wśród wrzosu i obejrzał się za siebie.
— „Ja też się ich obawiam“, rzekł Maximus. „Inaczej nie przybyłbym tutaj.“
— „Słuchaj!“, ozwał się Allo. „Dawno, dawno temu zawitały do naszych wybrzeży Skrzydlate Kołpaki“ (tą nazwą oznaczał przybyszów z Północy) i rzekły: „Rzym upada! Obalcie go w gruzy!“ Przeto wszczęliśmy wojnę z wami i zostaliśmy pobici przez waszych wojowników. Wówczas rzekliśmy do Skrzydlatych Kołpaków: „Jesteście kłamcami! Wskrzeście naszych rycerzy, których Rzym pozabijał, a uwierzymy wam!“ Odeszli przeto zawstydzeni. Teraz znów ośmielili się przyjść i opowiadają starą bajkę, której niektórzy z nas zaczynają już wierzyć: iż Rzym upada!“
— „Niechno będę miał przez trzy lata spokój na Wale, a pokażę wam i tym krukom złowieszczym, jako kłamią!“, krzyknął Maximus.
— „Tego i ja tobie życzę! Pragnę uratować tę odrobinę ziarna, jaka jeszcze pozostała pomiędzy kamieniami młyńskiemi. Ale wy strzelacie do nas Piktów, gdy podkradamy się do zasieków wiel-