Strona:Rudyard Kipling - Puk z Pukowej Górki.djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


będziesz miał samych łobuzów za towarzyszy swego żywota. Posłuchajcie, jak cnotliwy Parnezjusz rozprawia o przyjaźni!
— Nie jestem znowu tak cnotliwy! — odrzekł Parnezjusz. — W każdym razie wiem, co to dobroć. Co się zaś tyczy mojego przyjaciela, to chociaż nie miał się czego spodziewać, jednakże był dziesięć tysięcy razy lepszy ode mnie. Przestań się śmiać, mości Faunie!
— Och młodości, co wiecznie wszystkiemu wierzysz! — zawołał Puk, kołysząc się na gałęzi nad jego głową. — Opowiedz-że im o twoim Pertinaksie!
— On to był tym przyjacielem, którego zesłali mi bogowie... Ten chłopak, który mnie zaczepił w dniu mojego przybycia. Był mało co starszy ode mnie, a dowodził kohortą Victoria Augusta, stojącą na wieży sąsiadującej z nami i z Numidyjczykami. Dzielnością i zaletami rycerskiemi przewyższał mnie znacznie.
— Dlaczego więc przebywał na Wale? — skwapliwie zapytała Una. — Przecież sam mówiłeś, że każdy z ludzi, którzy tam stali, nabroił coś złego...
— Z nim było zgoła inaczej. Utraciwszy ojca, chował się w Galji pod opieką wuja, bogatego człowieka, który niezawsze odnosił się uprzejmie do jego matki. Gdy Pertinax dorósł, wykrył różne jego sprawki, przeto wuj przemocą i fortelem wsadził go na okręt i wysłał na służbę przy Wale.