Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Hum, park nakin hai. Hum admi hai, (Nie jestem smarkaczem, lecz mężczyzną).
Ten protest wywarł na Holdenie tak silne wrażenie, że zmusił go do poważnego zastanowienia się nad przyszłością Toty. Ale nadaremnie zadał sobie ten trud. Rozkosz tego życia była zbyt doskonała, aby mogła być trwałą. A przeto zniknęła, jak wiele innych rzeczy znika w Indjach — nagle i bez żadnego ostrzeżenia. Mały pan domu — jak go nazywał Pir Chan — stracił humor, i on, który nigdy nie wiedział, co znaczy ból, zaczął skarżyć się na bóle. Ameera, oszalała ze strachu, czuwała przy nim przez całą noc, a o mroku następnego dnia, życie zgasiła w nim febra, zwykła, sezonowa febra jesienna. Zdawało się wogóle niemożliwem, aby on mógł umrzeć i w pierwszej chwili ani Ameera, ani Holden nie rozumieli, co znaczy to mało ciałko na łóżeczku. A potem Ameera zaczęła bić głową o ścianę i byłaby się rzuciła do studni, gdyby jej był Holden siłą nie uprowadził z ogrodu.
Jednej łaski niebo przecież użyczyło Holdenowi. Późnym rankiem powlókł się do biura i zastał tam czekający na siebie gruby plik papieru, który wymagał od niego skupienia całej uwagi i wytężonej pracy. Ale wówczas nie doceniał jeszcze dobrotliwości bogów.