Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


głęboko. A śliwki rosną w dżungli, po groszu tylko funt. Po groszu funt, babo, tylko po groszu funt!
Uspokojony w ten sposób najzupełniej co do ceny śliwek, Tota zwinął się w kłębek i zasnął. W podwórzu widać było dwa tęgie, białe bawoły kieratowe, z niezmąconą powagą przeżuwające swą wieczerzę. Stary Pir Chan przykucnął na ziemi u głowy konia Holdena i, przełożywszy swą szablę przez kolana, ciągnął sennie dym z nargilów, które rzechotały, jak żaba w sadzawce. Matka Ameery przędła na werandzie na dole, a drewniana brama była zamknięta i zaryglowana. Zdaleka wybijając się ponad miły szum miasta, dolatywały odgłosy muzyki weselnej, a na tle nisko wiszącej tarczy księżyca wyraźnie rysowały się sylwetki nietoperzy.
— Modliłam się — odezwała się Ameera po dłuższej przerwie. — Modliłam się o dwie rzeczy. Pierwsze, abym mogła umrzeć zamiast ciebie, gdyby twej śmierci zażądano, a powtóre, abym mogła umrzeć zamiast dziecka. Modliłam się o to do Proroka i do Beebee Miriam (Dziewica Marja). Czy myślisz, że które z nich mnie wysłucha?
— Któż nie wysłuchałby najmniejszego słówka, wymówionego przez twoje słodkie wargi?