Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— W życiu swojem nie czułem czegoś podobnego — myślał. — Wstąpię do klubu, może uda mi się jakoś przyjść do siebie.
W klubie właśnie rozpoczynano pulę bilardową i sala pełna była ludzi. Holden, spragniony światła i towarzystwa kolegów, wszedł, śpiewając wysokim głosem:
„W Baltimore spotkałem raz piękną duszę!“
— Istotnie? — odezwał się sekretarz klubu ze swego kąta. — A czy ta dama nie powiedziała panu przypadkiem, żebyś pan mógł wyżąć swoje przemoczone buty? Wielki Boże, człowieku, to krew!
— Drobiazg! — odpowiedział Holden, biorąc swoje „tago“ z półki. — Przyjmiecie mnie do partji? To rosa. Jechałem przez wysokie zboże. Na honor! Ładnie moje buty wyglądają!

A jeśli to będzie dziewczyna.
Ślubną obrączkę jej dam,
Lecz jeśli to będzie chłopczyna,
To pójdzie, jak tata sam,
Bić się z wrogami za króla.

— Zdaje się, że teraz na pana kolej — zwrócił mu obojętnym głosem uwagę markier“.
— Bić się z wrogami za króla! Na mnie