Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


góry nigdy nie siedzą spokojnie, jak te kozy. Ciągle się biją i nie dają w nocy spać...
— Napijcie się jeszcze wódki — powiedziałem bardzo cicho. — Coście zrobili wy i Daniel Dravot, kiedy wielbłądy już nie mogły iść temi skalistemi drogami Kafiristanu?
— Kto co zrobił? To była spółka — Peachey Taliaferro Carnehan i Dravot. Mam o nim mówić? On tam umarł na moście. Bęc! Zleciał z mostu stary Peachey, magając kozły w powietrzu, jak groszowa grzechotka, którą może sprzedać emirowi. — Nie, nie, tam były dwie grzechotki po trzy i pół pensa, dwie grzechotki albo też... nikt mnie nie zrozumie... o jaki ja jestem nieszczęśliwy... A te dwa wielbłądy były na nic, więc Peachey powiedział do Dravota: — Na miłość boską, wynieśmy się stąd, jeśli nie chcesz, żeby nam łby pościnali — no i wtedy oni zabili tam w górach te wielbłądy, bo nie mieli co jeść, ale naprzód pozdejmowali z nich skrzynki z karabinami i z amunicją. No i tu pokazało się dwóch ludzi z czterema mułami. Dravot zaczął przed nimi tańczyć i śpiewać: — Sprzedajcie mi swoje muły! — A jeden z nich powiada na to: — Jeżeli ty jesteś dość bogaty, żeby móc kupić te muły, to ty jesteś dosyć bogaty, żeby cię móc obrabować! — Ale zanim zdążył dobyć noża, Dravot skręcił mu kark, a ten